Ksiêga Gosci
Zobacz
Zapisz

Archiwum
2008
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2007
grudzień
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień


A tak naprawdę zaczęło się:
20 lipca 2003r.

Linki
Księga gości
-dopisz się
-podejrzyj

Muzyka
Strawberry fields forerer vers. filmowa
All you need is love
Can't take my eyes off of you vers. Muse
Can't take my eyes off of you vers.Ledgera
Shiver
Army of me
Killer on the road
Miss Acacia
Traffic light
The Scientist
Viva la vida
Uninteded
Upside down
Warwick avenue
Yellow
Milion faces
Apres moi
Me & Mr Jones
Brianstorm
Walk away

Blogi
Mój xanga
Julki
Marysi
Karolci
Dosi
Natali
Martusi
Adusi

Strony
Zjednoczone królestwo
Moja niedokończona strona
Wikipedia
Lastfm
Cytaty
Trójmiasto
Szablony
Cinema City
Merlin
Empik
Blog
FilmWeb


O mnie
Moje przyszłe trzecie imię: Rambo!
Teraz trzecia gimnazjum.
Zjadłam trzy ósme opakowania orzeszków, zanim je otworzyłam.

Lubię: podróże, muzykę, kino, fotografię.
Nałogowo jem czekoladę.
Mam tendencję do zadawania pytań, odpowiedzi nadal poszukuję.

Belgijski Dolfin
Kryzys zażegnany. Wystarczyły (tylko) cztery dni, żeby zmienić coś, nie siedem :) No tak, mimo zapału, będę tutaj rzadziej pisać, bo zmieniłam główną siedzibę. O dziwo, gdy mam swego "towarzysza" całego poświęconego mi, nie czuję takiego musu, żeby gdzieś wyjść.. Ale fajnieby było w końcu pojechać do parku.
Dzisiaj kupiłam sobię czekoladę z różowym pieprzemmm..
No i co z tą paradą szaleńców?? Nie podoba mi się, że nie widać postępu.
Próbowałam w czwartek liczyć uśmiechy, ale to za trudne zajęcie. Zwłaszcza, gdy jest ich dużo albo są ciąągłe. Mimo wszystko, to zdrowe..
szylcia2008-11-09 16:11:14
skomentuj (1)



Fakordeon, mówię
Parszywy dzień. Chandra aż skacze mi do gardła. Banan gdzieś zniknął, lata już nie widać, a jesień przygasła. I wszystko naraz. Nawet gra w przyjemności nie pomaga. Nie przypominam sobie, żeby można było o czymś pisać 'na całą stronę'. Dobra, może dzień nie sprzyja, jutro będzie (?) ładniej. Sny także mogą sprawiać, że łatwiej się wstaje, lub odwrotnie. Jeszcze ten cały bałagan. Niesposób to ogarnąć. Przypomina mi się, jak byłam mała i próbowałam zasnąć. Zaczynało mi się jakby kręcić w głowie, a kołdra wydawała się mieć nieskończoną liczbę warstw, z których nie można się wydostać. Czy to była gorączka? Już nie wiem. Może wystarczyłoby, gdyby ktoś mnie uszczypnął (ale tak delikatnie!)..
szylcia2008-10-31 15:10:46
skomentuj (1)



Explode for a min.
Znowu się coś wydarzyło. No, raczej powinno biorąc pod uwagę mój wiek, który pod pewnymi względami jest w sam raz. Chcę robić to, po czym nudzona nie będę. By móc potem o tym myśleć, kontunuować i wspominać. Co będzie, jak dostanę przedwczesnej demencji? Nie, muszę coś z tym zrobić. Do dzieła!
A teraz coś z innej beczki. Teraz jest tyle nauki, że dostaję kociokwiku bądź bananochrumkania. Z wyluzowania wychodzi na to, że  jednej sferze nie jest najlepiej. Nieważne! Trochę powietrza, jakieś wspaniałe wewnętrzne tsunami i po sprawie. Nie wszystko jest takie piękne. I dobrze, umiar. Tylko żeby znaleźć swojego curve'a gdzieś gdzie nikt inny nie był. Naprawdę. "All you need is love" & przy "Should I stay or shoul I go" bardziej to GO. Patrząc wprost na zwisającą skórkę od banana i jedząc rożka za 22gr. z Tesco, żeby zachorować. Szczerze, jest OK..-bo inaczej. Albo wszystko w jednym. Tylko muszę poćwiczyć swój przebojowy taniec..
szylcia2008-10-26 15:53:24
skomentuj (4)



Wiosna!
Tym razem, nadeszla jesien. Nie byle jaka! To wszystko bylo magiczne!! Moze jednak zaczne od piatku. Dwie lekcje w szkole, nastepnie cala szkola pojechala do Multikina na "Pana od muzyki", francuski film w ramach jakiegostam programu "Szukajac autorytetu". Wlasciwie to byl calkiem niezly, fabula niewybitna, ale nadrobil straty muzyka. No, jeszcze byla "prelekcja"- znakomitosc:P, szczególnie kiedy wszyscy smiali sie z naszych przedstawicieli i pani smecacej. Potem wrócilismy do szkoly na bezsensowna lekcje historii. Rambo i Maga poszly ugotowac makaron. Swietny dzien poprzedzajacy jeszcze wspanialszy.
W sobote obudzilam sie pózniej niz zamierzalam, ale mimo to sie nie spóznilam. Trzy klasy pierwsze, nauczyciele i smialkowie wcisneli sie do autokaru i busu. Przejechalam cala droge do Bedomina siedzac miedzy Marta i Ada na zapinaczu do pasa- jestem z tego dumna!! Wysiedlismy, odezwaly sie wspomnienia.. Ale jak tam bylo pieknie, nie sposób tego wyrazic! Zielona trawa, na niej opadle swieze i zólte liscie, sloneczko, jablka. Jak w raju. Apel odbyl sie w tej duzej sali co zawsze. Dzieki temu, ze wzielam nasze "ciuchy wiezienne", dostalam szczytne zajecie. Mianowicie trzymalam torbe ze zwinietymi dyplomami dla pierwszaków i dawalam pani dyrektor :P. Wystep 'naszych' byl bardzo udany. Kolejne gratulacje!! Potem mielismy mnóstwo wolnego czasu spedzonego na swiezym powietrzu. Pogoda dopisala. Przechrzcilam sie na hipiske i oddalam swoja gumke do wlosów Adzie (potem juz jej nie bylo ..). Robilysmy orzelki na lisciach, bawilysmy w zwierzenia i jadlysmy tamtejsze jablka. Moglysmy ogladac chrzest pierwszaków, ale trzymalysmy sie raczej daleko, cieszac sie edenem... Weronika zrobila nam wianki z lisci (Marta wziela jednego do domu), mój sie nie zachowal, lepiej nie przezywac..:P Super. Jeszcze zorganizowano ognisko, spalalysmy bulki popijajac Liftem. Oj, zapomnialysmy spróbowac z jablkami! Potem wynikla jeszcze jakas sprawa z hydrometrem, ze niby my go zwinelismy, ciekawe..
Popoludniu trzeba bylo wracac. Zajelysmy (przynajmniej ja) bardziej dogodne miejsca. Powoli, nastala melancholia przerwana prawdziwymi 'hiciorami' :P z radia. "Kiedy padal desz..." w wykonaniu Macka i nie tylko, bo my sie tez przylaczylysy. W koncu wrócila nasza mlodosc! Moze taka 'druga', bo co nie co sie zmienilo.. Mnie odpowiada, teraz chce sie troche wyszalec, póki moge (bez odpowiedzialnosci prawnej:P). Niech bedzie jak jest..
szylcia2008-10-12 19:00:52
skomentuj (5)



Początek października
Już pierwszego dnia powitał nas deszcz. Teraz, gdy obejrzałam na kalendarzu te kilka dni, mogę zaczynać. Właściwie, nie zdarzyło się nic niezwykłego. A jednak, każda chwila ma w sobie coś niezwykłego, jest mieszaniną przypadku i własnej ingerencji.. Zdarzają się momenty nijakie, tak że właściwie nie wiadomo, co o tym myśleć. Czasem 'śmigają' w powietrzu jakieś radosne akcenty.
Tak też było tym razem. Bez jakiejś spójności, ale zawsze coś.
Środa. Leje, więc prawie się nie spóźniłam na przygotowania do bierzmowania, wracając się po parosolkę. Więc nie pamiętam, dlatego trochę żałuję;).
Czwartek. Dłuugi dzień poza domem. Wielkie emocje na chemii.. wszystko na raz: prezentacja- prawdziwe wyzwanie, kartkówka- wróg tych, którzy narzekają z tego powodu- kartkówki (jęczą, stękają i zarzucają pani niesprawiedliwość). Następnie wyjście na kilkanaście stopni Celcjusza i wzrok natrętnego robola. Aż w końcu, po minutach trzęsień tektonicznych, widok żółtego domku, który kiedyś był 'obelkowany'. Przeżyłam atak kudłatego aniołka (a może jednak psy potrafią rozmawiać z duchami? :P- takie wolne myśli) i śmiech hurtem. Ważne, że co roku jesteśmy coraz starsi =). Postawię trzy kropeczki ...
Znowu wsiadłam do trzęsącego się obiektu, który zawiózł mnie tam, gdzie chciałam. A jakże! Był już prawie wieczór. Przeszłam przez połowę ulicy Długiej, dążąc do Pellowskiego po coś smacznego- tyle, że mniej świeżego ze względu na porę dnia. Hop, zapaliły się światła, robi się jeszcze śliczniej. Szczęścia mam na tyle, że mogę sobie w któyś wieczór wyjść i pospacerować po starych uliczkach. Na mnie to działa, ale nie dowiodłam jeszcze jak. Nieważne. Poszłam dalej, aby zobaczyć Motławę. Chociaż na chwilę, bez przesady, przecież było ziiiimno. No i zawróciłam- niemal jak Forrest Gump, tyle że nie biegłam. Pora wrócić do domu. Zaobserwowałam jeszcze Amerykanów w Restauracji Polskiej i wsiadłam do "jedynki". To już naprawdę koniec dnia, a ja czułam się całkiem dobrze. Możliwe, że taki tryb mi najbardziej odpowiada. Poza tym jestem odpowiednio wywietrzona i przeziębiona do szpiku. Dobranoc.
Piątek. Te wszystkie ścisłe lekcje..łe. W końcu lekcje się skończyły, a ja zrobiłam rundkę dom-Tesco-kościół-dom-kościół-dom. Dobra, moje wspomnienia się trochę przekształciły, w pozytywnym znaczeniu.
Sobota. Jednak sama, nie przeszkadza mi to dzisiaj. Pojechałam do Sopotu, nie wiedząc, że pociągi jadą rzadziej ze względu na remonty i w każdym jest maasa ludzi. Idę 'gdzieś' i symbolicznie popatrzeć na morze (szkoda, że to nie ocean!). Wracam do Gdańska, ale nie ostatecznie do domu. Wysiadłam we Wrzeszczu, w Galerii kupiłam nowe słuchawki (czekolada+nowe słuchawki=duży uśmiech i wielkie źrenice:P). O nie, jednak coś się stało. W Empiku, w którym spędziłam porządną dawkę czasu, zgubiłam mój szal. Świat robi się czarny, wychodzę stamtąd, to już tylko czarna dziura... Mogłam liczyć na rodziców- nie wracałam już trawajem, chociaż jeszcze objechaliśmy parę miejsc. Nareszcie w domu. Jestem zadowolona, że coś zapamiętałam. Czas, a takża głos taty mnie nagli. Czas iść..
szylcia2008-10-04 22:09:54
skomentuj (12)



Nothing is real..
Żadnych konsekwencji, tym razem. Zaczynam stawiać kolejny ślad w czymś, czego opisać nie można. Bo czym to jest? Skończyłam z tymi apokalipsami i kosmosem, jak narazie ;P. Kojelne zmartwienie, kolejne spaczenie. Tym razem chodzi o przyszłość. Wiadomo, na to co będzie się oczekuje, w takim razie jeszcze bardziej oczekuje (udowodniono {na pewno?}, że na wspomnienia też się czeka). Kim chcę zostać?? Decyzja (prawie) na całe życie. Ja chciałabym patrzeć na to jako coś wspaniałego, ale co będzie gdy w tym wszystkim nie znajdzie się "czegoś" najważniejszego? Wtedy cała idea na nic. Pozostawmy gdybanie. Może powinam zadać pytanie: Jak? Bardziej pasuje, jeśli nie będzie tak 'super' ze wszystkim. Jednak niedoskonałość dla mnie przybiera inne znaczenie. Właśnie to jest ludzkie, a każdy powinien wiedzieć, że życie to nie bajka. Wiem, brzmi banalnie.
Jeżeli ma być gdzieś miejsce na gnioty, to tu jest właściwe miejsce (no, może jeszcze na kartkach wyrwanych z zeszytu;)
...-to zastępuje to, czego opisać nie potrafię==P
szylcia2008-09-25 16:57:13
skomentuj (2)



Obwiessszczenie

Rok szkolny się zaczął, wiadomo. Już się z tym pogodziłam, a nawet się cieszę. Ogólnie ogólnie dobrze się czuję (życzenia się spełniają?), ale.. narazie zawieszam działalność blogową. Wolę na teraz sobie odpuścić i nie myśleć, że znowu jestem beznadziejna itd. :P. Chociaż, jeszcze wrócę:) Tak, wrócę, jestem dostatecznie sentymentalna. 
Żegnam ;>


szylcia2008-09-05 17:39:15
skomentuj (6)



?
Chyba nic w tym złego, że chcę wyrzucić z siebie wszyściutkie słowa? Ale mechanizm nie działa tak jak powinien. Jeśli isnieją słowa, potrzebna jest jakaś realizacja idei, a przynajmniej mały kroczek naprzód. Może nie powinna pisać, skoro wszystko urywa się na pierwszych etapach? Blee.. i tak w kółko, nie, nie potrafię. To tak jak w muzyce. Różnorodność, schematy, elementy które razem tworzą coś, być może, wybuchowego. Jednak jeśli leci to jedno za drugim, cały czas, staje się pospolite.
Zawsze kiedy już chcę napisać, daję się porwać w taki wir. Wytrwać do końca się nie da, pozostaje jakoś to urwać- i No, poprostu kupa. Muszę znależć coś, w czym jestem dobra, nie doprowadzając siebie do totalnego zagubienia. Oczywiście, kolejna myśl, a gdzie realizacja? Coś musi pociągnąć ten skromny wagonik- by ruszył- po torach przygody i wypadku..
.
.
Tak, teraz słucham muzyki. To już chyba nikogo nie dziwi. Nie potrafię się od tego odzwyczaić. Może gdybym sobie zrobiła przerwę- bardziej bym niektóre rzeczy doceniła? Muzyka jest groźna. Powstają wyrzuty sumienia, dlaczego akurat to, czy nie można kilka melodii naraz? Może powinnam sobie powiedzieć to co wszyscy mówili Jokerowi z "Batmana: Mrocznego Rycerza":
"You're freak" i w odróżnieniu od niego zmienić "profesję"? Ale ten to był naprawdę chory. Nie okradał, nie krzywdził dla pieniędzy tylko dla satysfacji- może manipulować innymi, tworząc z nich przestępców lub przegranych przez los. Miał na twarzy makijaż, który chętnie pokazywał- właściwie bez sensu, chociaż podkreślał tym swoją odmienność. Mlaskanie prze nacięte policzki, gadka "Why are you so serious" i w końcu uśmiech prawdziwego Jokera. Dla widzów- zabawne i przerażające.. Dobra, i to nie ma końca.. Kompletne bzdury- chyba w tym jestem najlepsza.
.
.
Czasami porównuję ludzi do mrówek- żyją, pracują, umierają- tak jest zawsze, jednostka w odniesieniu do ogółu nie znaczy nic więcej oprócz budulca. Do kiedy?
.
.
A może przestanę pisać, w końcu zbliża się rok nauki. Tylko, że chcę się wyładować, mimo, że to nie ma sensu. Kolejny znak zapytania.
szylcia2008-08-16 15:39:56
skomentuj (4)



Z taśmą włącznie
Dobra. Wypada coś napisać. Tyle wrażeń... Tym bardziej, że już się tutaj trochę ustatkowałam na miejscu, chociaż zawsze będę tęsknić do uroku Chorwacji.. Na początku Omis Duce wywarł na mnie dziwne wrażenie.. może wskutek tego, że nie widziałam wyraźnie niczego dalej niż kilka metrów? Jednak gdy zrobiło się wyraźniej, słońce wstało i zaprezentowło prawdziwą bajeczną krainę. Właściwie, to zawsze jest coś do zarzucenia, ale morze (które było diabolicznie słone i przesuszało włosy), góry wcześniej wspomniane oraz te kwiaty różowe i fioletowe, które nie wiem jak się nazywają- no, wszystko dodawało uroku! Cykady, których już można było mieć dość.. Pizza i lody smakowały wyśmienicie. Nawet trochę się opaliłam, jak na mnie to już jest coś. Stary Omis nocą tak mnie oczarował, że nie chciałam się od niego oddalać.. Można było nawet zobaczyć panoramę z wieży piratów w samym centrum nad rzeką. Aż żałuję, że nie małam lepszego aparatu i zdolności aby to uwiecznić. Taki tryb mi odpowiadał. Wszystko o ustalonych godzinach. A jednak spory luz. Już można korzystać z wakacji.. Miałam okazję zwiedzić parę starych miast, postrzelać fotki gdzie się da =), poleżeć trochę na plaży (ale uwaga na ramiona!), zjeść trochę mdłych posiłków (tu chciałam wtrącić "itd.", ale się powstrzymałam). Nie było takich koszmarnych upałów, trochę popadało. Nawet męczące podróże autokarem i pociągiem miały jakiśtam urok. Znowu jestem uzależniona od czekolady. Kupiłam kilka pralinek w Budapeszcie, a teraz w Aldo taką mini belgijską. Ci to potrafią! Czy jest jakaś większa różnica między wodą mineralną z różnych krajów? Napewno inne ą butelki=). Jeszczw ostatnio byłam z Natalią w oliwskim zoo, gdzie widziałam dwie dwuletnie żyrafy, ruchliwe surykatki i gwarka, który z pewnością mnie polubił ;P oraz w Parku Oliwskim. Z Chorwcji przywiozłam trochę biżuterii, oliwę, nalewkę gruszkową dla rodziców, portmonetkę i pocztówki z każdego miasta, naparstek (bo na tyle było mnie stać) z Wiednia. Piozostały mi również podreperowane taśmą izolacyjną bąbla słuchawki Gosi.. Teraz muszę trochę odpocząć, poczytać i... pouczyć się? PAPA
Dubrownik przez mury
szylcia2008-08-01 17:53:09
skomentuj (2)



Świat ciągłych spekulacji..
Znudzona? Często nie znaczy zawsze. Najtrudniej jest gdy pragniemy czegoś co nie jest na wyciągnięcie ręki. Zawsze są jakieś możliwości. Można małymi kroczkami dążyć do czegoś większego, zamknąć oczy i wyorazić sobie 'lepszy świat', zostać lepszym i mądrzejszym obserwtorem znajdując przyjemności w błahostkach, albo siedzieć i myśleć o najgorszym. Wybór należy do ciebie ;P. Część tego, co się zdarza nie jest od nas zależna, ale to może lepiej? Zresztą, łatwiej jeśli ma się na co zwalić bieżącą sytuację..
Czy przeznaczenie istnieje? Albo beshert- tak ładniej brzmi. Gdzie zndajduje się granica między tym co było zawsze, a tym co powstało dzięki cywilizacji? Z tego punktu, w którym siedzimy ocena jest subiektywna. Bo jak inaczej, żyjemy w świecie ciągłych spekulacji..
W Trójce Polskiego Radia słyszałam ciekawą audycję ogólnie o muzykoterapii, znaczeniu muzyki, książce Olivera Sachs'a "Musicophilia". Jakie znaczenie ma muzyka w dzisiejszym świecie, jak jest traktowana. Ciekawym przypadkiem jest amuzja, czyli utrata zdolności rozpoznawania dźwięków, np. zamiast ładnej kompozycji coś, co przypomina uderzanie o garnki ;). Jak widać, nie tylko mnie zadziwia myzyka, która ma korzystny jak i mniej korzystny wpływ na nas.. Z pewnością jest to coś niezwykłego. Potwierdzono, że sprzyja dobremu samopoczuciu (patrz- ja ;P).
Teraz wyjeżdżam do Chorwacji, a muszę się jeszcze spakowakować itd., ale specjalnie się nie stresuję. Z pewnością przywiozę pokaźny zbiór zdjęć, choć daleko mi do profesjonalnego fotografa. W końcu jadę gdzieś dalej, nareszcie!! Viva la vida..
 

szylcia2008-07-14 19:14:22
skomentuj (5)



Przed nami mgła
Myśl, myśl, skoro chcesz!
Za dużo pytań. Czy da się to jakoś kontrolować? Jeśli nie pytania, to teorie, najczęściej omylne. Bezsens.
Może warto zrócić uwagę tylko na to, co tak naprawdę jest ważne? Czy jesteśmy w stanie sami pokierować życiem, żeby nie powiedzieć losem, czy szczęście w większości przypadków jest spowodowane przez łud szczęścia? Niesposób zadecydować, teraz, tutaj, gdy nie ma dowodów. Może powinniśmy się zabawić w detektywów? Nieważne, co wyjdzie to...wyjdzie. Warto wysypać z siebie jakąś cząsteczkę by poczuć się lepiej. Jestem straszna. Wszystko skręcam. Taka natura?
Przejdźmy może do "Viva la vida". Opinie są baardzo rozbierzne. Że to niby coś zupełnie nowego, na co nie jesteśmy gotowi, że to wielka przesada, zamiast subtelnego "skrętu", że połączenia w piosenkach nie pasują. Myślę, że powinniśmy poczekać. STABILIZACJA! 
szylcia2008-06-25 22:13:21
skomentuj (11)



Jakoś takoś
Zastanawiałam się (znowu), po co to wszystko.
A jednak nie musimy przyjmować wszystkiego. Na przykład wąchanie i słuchanie jest o wiele przyjemniejsze od oglądania, a czasem nawet od dotykania. Przecież zapach i dźwięk są szczere, prawdziwe. Nawet jeśli coś jest śmierdzące albo fałszujące, to co z tego? Zawsze się przyda, by odróżnić to dzięki kontrastowi. Wydaje mi się, że zapach nie może być "taki se". Natomiast patrząc na cały ten świat, trudno stwierdzić, co jest dobre i złe, sztuczne i prawdziwe, szkodliwe i użyteczne. Można zaobserwować całe to nasze przekleństwo- brniemy w jakąś stronę, nie zdając sobie sprawy z tego, że to co robimy, nie ma żadnego sensu. Mimo takiej niewrażliwości łatwo zauważyć, że coś jest nie tak. Możemy ograniczyć patrzenie na rzeczy, które powodują w nas po prostu poczucie zagubienia, a nawet i smutku. Szczęście nie musi polegać chyba na świetności ogółu, tylko szczegółów, powoli stających się tym najważniejszym.
Dla przykładu, deszcz pachnie ślicznie, dźwięk kropli jest kojący, dotyk ich jest przyjemny lub nie w zależności np. od nasilenia. Skutkiem jego są przemoczone ubrania, zalane ulice, przyklapnięte włosy. To już nie jest takie wspaniałe, prawda?
Jakiś wybór mamy zawsze..
 She's a rainbow
szylcia2008-06-16 16:05:08
skomentuj (9)







Lay :: by :: Wilwarin